Mini Countryman

Mini Countryman. Ciekawe, czy na naszym rynku przyjmie się nazwa "wieśniak" ?

Jak w zwykłyum Mini. Niewielkie modyfikacje przeprowadzono ze smakiem.

Główne zalety: większy prześwit, pięciodrzwiowe nadwozie
i - opcjonalnie - napęd na cztery koła.
Mini Countryman
Dla wszystkich miłośników Mini, którzy ze względu na rodzinę nie traktowali go dotąd zbyt poważnie, mamy doskonałą wiadomość. Gama modelu rozszerza się o nową, pięciodrzwiową odmianę, znacznie bardziej praktyczną niż wszystkie dotychczasowe razem wzięte.
Nowy model nazywa się Countryman. Tak naprawdę, żaden z niego pogromca bezdroży. Jest jednak wyjątkowo odporny na nasze dziurawe drogi, a w razie potrzeby mogą do niego wsiąść 4 osoby z ograniczoną ilością bagażu. W opcji oferowany będzie napęd na cztery koła (stale napędzane będą oczywiście koła przednie, a tylne dołączy w odpowiedniej chwili układ elektrohydrauliczny).
Wnętrze - choć typowe dla modelu - wydaje się jakoś napuchnięte, co idealnie pasuje do nowego, uterenowionego nadwozia.
W zależności od wersji, klienci będą mieli do wyboru czterocylindrowe silniki o mocy od 98 do 184 KM oraz bardzo szeroką gamę seryjnego i opcjonalnego wyposażenia. Seryjnie wszystkie modele otrzymają sześciobiegową przekładnię. Na życzenie dostępny będzie także automat z trybem sekwencyjnym.
Jedną z najbardziej zabawnych opcji jest możliwość ... obniżenia zawieszenia.
Gratulujemy poczucia humoru.
Jak najbardziej poważne będą natomiast ceny.
Za bazowy model trzeba będzie zapłacić ok. 80 tys. zł. Ceny najdroższej wersji przekroczą 110 tys. zł.
No cóż - pomyśleć, że kiedyś Mini było symbolem samochodu dla najskromniej zarabiających osób. Za to właśnie kochali go nie tylko angielscy kierowcy. Dziś płacimy głównie za sentymenty.
.
Nowy model nazywa się Countryman. Tak naprawdę, żaden z niego pogromca bezdroży. Jest jednak wyjątkowo odporny na nasze dziurawe drogi, a w razie potrzeby mogą do niego wsiąść 4 osoby z ograniczoną ilością bagażu. W opcji oferowany będzie napęd na cztery koła (stale napędzane będą oczywiście koła przednie, a tylne dołączy w odpowiedniej chwili układ elektrohydrauliczny).
Wnętrze - choć typowe dla modelu - wydaje się jakoś napuchnięte, co idealnie pasuje do nowego, uterenowionego nadwozia.
W zależności od wersji, klienci będą mieli do wyboru czterocylindrowe silniki o mocy od 98 do 184 KM oraz bardzo szeroką gamę seryjnego i opcjonalnego wyposażenia. Seryjnie wszystkie modele otrzymają sześciobiegową przekładnię. Na życzenie dostępny będzie także automat z trybem sekwencyjnym.
Jedną z najbardziej zabawnych opcji jest możliwość ... obniżenia zawieszenia.
Gratulujemy poczucia humoru.
Jak najbardziej poważne będą natomiast ceny.
Za bazowy model trzeba będzie zapłacić ok. 80 tys. zł. Ceny najdroższej wersji przekroczą 110 tys. zł.
No cóż - pomyśleć, że kiedyś Mini było symbolem samochodu dla najskromniej zarabiających osób. Za to właśnie kochali go nie tylko angielscy kierowcy. Dziś płacimy głównie za sentymenty.
.
