noweauto
DZISIAJ JEST
06-09-2010
REKLAMA:

Suzuki Swift Sport


III generacja Swifta zadebiutowała w roku 2005.

Suzuki w serwisie? Spokojnie, to tylko przegląd.

Pod maską znana z innych modeli konstrukcja 1.6 o mocy 125 KM.

W Sporcie silnik ma charakterystyczną osłonkę

Po jej zdjęciu widzimy, dekiel osłaniający dwa wałki rozrządu oraz obudowę łańcucha rozrządu.

Pod spodem - susza. Widać stalową ramę przedniego zawieszenia.

Przednie zawieszenie: kolumny McPherson.

Dolne wahacze trójkątne.

Obie rury wydechowe wychodzą z jednego tłumika.

Z tyłu mamy prostą belkę zespoloną. Tylne amortyzatory wyprodukował Monroe.

Ciekawostka: zaciski tylnych tarcz hamulcowych są umieszczone u góry tarcz.

Szeroki i niski - taki jest Swift III generacji.

Skromne tworzywa sztuczne, ale idealna jakość wykonania.

Bardzo wygodne przednie fotele. 

Z tyłu ciasno, ale dzieciom będzie wygodnie.

Bagażnik ma podwójną podłogę. Pojemność 213/495 l.
Zabrakło miejsca na koło zapasowe. W mini wnęce jest tylko zestaw naprawczy.



Suzuki Swift Sport

Mały, ale wariat


Moim prywatnym zdaniem, polski importer Suzuki, poważnie ograniczył grono potencjalnych nabywców Swifta. Jak? Wprowadzając w 2008 roku limitowaną serię Joanna Brodzik Edition.


Problem w tym, że nie wszyscy lubią Joannę Brodzik. Nie wszyscy lubią także sztuczne łączenie polskich nazwisk z angielskimi słowami, zwłaszcza jeśli cały przekaz jest skierowany do polskiego odbiorcy. Prawdopodobnie importer wyszedł z założenia, że przeciętny Polak wychowuje się w galeriach hipermarketów upstrzonych niemal wyłącznie zachodnimi szyldami, nie bardzo wie, co oznacza słowo "edycja", "seria limitowana", i na angielskie "Edition" zareaguje bardziej emocjonalnie...

No dobrze. Żarty na bok. Przed nami czerwony Swift Sport w całej okazałości.


Swift cieszy się doskonałą opinią mechaników. Do ASO przyjeżdża głównie na przeglądy.

Kiedy podniosłem prezentowany egzemplarz, bardzo szybko zorientowałem się dlaczego. Samochód był suchy jak pieprz. Na sąsiednim stanowisku stał starszy o rok, inny egzemplarz i również wyglądał podobnie. 
Silnik opisywanego modelu to szesnastozaworowa jednostka 1.6 z dwoma wałkamii rozrządu, wyposażona w system zmiennych faz rozrządu (VVT). Rozwija 125 KM przy 6800 obr./min. I maksymalny moment 148 Nm przy 4800 obr./min. Auto wyposażone jest w elektronicznie sterowanie przepustnicą podgrzewaną cieczą chłodzącą. Sport otrzymał specjalnie wykonany kolektor ssący i oczywiście sportowy układ wdechowy. Producent zastosował także sprzęgło o zwiększonej średnicy (o 1 cm). Plusem jest bezobsługowy łańcuch rozrządu.

Kolejny mały samochód z prostym zawieszeniem doskonałym na polskie drogi.

Zawieszenie to "stara szkoła" i nie znajdziemy w nim nic nadzwyczajnego. Sekretem właściwości jezdnych jest prawidłowe zestrojenie. Plusem dla użytkownika będą rekordowo niskie koszty ewentualnych napraw. Z przodu mamy stalową ramę pomocniczą oraz układ McPherson. Kolumny wspópracują z wahaczami trójkątnymi. Silentbloki wahaczy pracują w pozycjach, które gwarantują maksymalną wytrzymałość. Jeden jest ułożony poziomo, drugi pionowo.
Z tyłu zastosowano prostą belkę zespoloną Poddostawcą amortyzatorów na pierwszy montaż jest firma Monroe - znana z doskonałych kampanii reklamowych i... średniej jakości produktów. Ale nie zapeszajmy - może akurat te zastosowane w Swifcie będą na najwyższym poziomie.
Ciekawostką jest jest  tylny układ hamulcowy. Zaciski umieszczono poziomo, u góry - większość producentów montuje je z boku.
W standardowym wyposażeniu Swifta Sport jest układ ABS z EBD oraz układ ESP, który można wyłączyć.

Stary, dobry Swift

Pamiętam II generację Swifta GTi, z której znajomy codziennie wyciskał siódme poty i wspólnie nie mogliśmy się nadziwić ile ten samochód potrafi wytrzymać. Brzydki jak siedem nieszczęść, ale szybki i niezniszczalny  jak mało który konkurent.

Kolejny epizod związany ze Swiftem, który utkwił mi w pamięci, to pobyt na Węgrzech i morze kolorowych Swiftów przelewających się ulicami. Ten samochód zmotoryzował naszych bratanków od szabli i szklanki. Fabryka w Esztergomiu była strzałem w dziesiątkę.

Ostatnim tematycznym wspomnieniem była przejażdżka - jako pasażer - z pewnym użytkownikiem II generacji Swifta 1.3 w wersji  sedan. Kierowca, typowy emerytowany "kapelusznik",  nie mógł się nachwalić japońskiego autka. Na liczniku miał już już grubo ponad 100 tys. km, a technicznie wciąż  wyglądało jak nowe.  Opowiadając o swoim cacku, jegomość nagle tajemniczo błysnął okiem i na drugim biegu wcisnął pedał gazu do deski. Swift bez cienia protestu rozpędził się do 100 km/h. Widzi Pan co potrafi ten 1.3? Trudno było nie odczuć nutki satysfakcji w głosie.

Jaki naprawdę jest dzisiaj Swift?

Dla osób, które śledzą losy historii japońskiej marki, Suzuki to symbol skromnego, ale niezawodnego samochodu, który był najlepszym przyjacielem zmotoryzowanego, skromnie zarabiającego człowieka.  Samochodu, który potrafił znacznie więcej niż można było się tego spodziewać na pierwszy rzut oka. Samochodu, który tak jak prawdziwy japoński samuraj był skromny, wzorowo wychowany, ale wtedy, kiedy trzeba potrafił pokazać, że potrafi znacznie więcej niż zachodni "pyskacze".
Trzecia generacja Swifta zadebiutowała w roku 2005. Pojazd zyskał nie tylko na urodzie, ale także na właściwościach jezdnych. Inne proporcje nadwozia sprawiają że auto prowadzi się jak mały gokart. Niski, szeroki, dość krótki, z kołami rozstawionymi w narożnikach karoserii. Sam miód, dla każdego, kto lubi jeździć samochodem.

Zapalamy bez kluczyka.

Swift Sport jest ukoronowaniem obecnej gamy modelu. Możliwość przejażdżki przyjąłem z olbrzymią przyjemnością. Samochód posiada system "hands free", a zatem kluczyk mogłem pozostawić w kieszeni i otworzyć samochód naciskając na guziczek w klamce. Uwagę zwróciły świetne fotele. Już w Swiftach II miały charakterystyczne, grube oparcia. Tu również nie można im niczego zarzucić.

Chwileczkę mocowałem się z pokrętłem uruchamiającym silnik. Zablokowała się kierownica i pokrętło nie chciało się przekręcić. Po chwili puściło i wskazówka obrotomierza skoczyła na 1100, a później opadła do 900 obrotów. W sytuacji awaryjnej można w pokrętło wsadzić kluczyk, ale jeśli wszystko działa, nie jest to potrzebne.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Pierwsze kilometry nie zapowiadajły specjalnych wrażeń. Na dole silnik jest trochę ospały, wyraźnie brakuje mu momentu. Starsza generacja wydawała się żwawsza. Żwawsze są także stare francuskie usportowione maluchy, np. Citroen Saxo VTR i VTS.

Po pewnym czasie okazuje się, że to tylko pozory. Trzeba korzystać z górnej skali obrotomierza i Swift zaczyna spełniać stawiane przed nim oczekiwania. Im dłużej  się w nim jeździ, tym bardziej się go lubi.

Techniczna perfekcja. Tyle można powiedzieć. Jedynka - 60 km/h. Dwójka - 100. Dalej nie powiem, bo nie będę propagował nieodpowiedzialnego stylu jazdy. Samochód czuje się kręgosłupem, biegi chodzą jak na japońską skrzynię przystało, silnik pracuje jak Play Station.

Odrobinę zbyt grzeczny jest elektrycznie wspomagany układ kierowniczy. Tak jak gdyby producent obawiał się, że przesadne usportowienie pojazdu nie będzie mile widziane. A przecież można było zrobić dwa stopnie siły wspomagania, z opcją modyfikacji guzikiem na desce rozdzielczej, tak jak z powodzeniem robi od dawna Fiat.

Nie tylko do zabawy.

Przy tych możliwościach zawieszenia, aż prosi się o jeszcze jedną mocniejszą wersję silnika. Bo tak, pozostaje jednak pewien niedosyt, choć dane katalogowe wydają się naprawdę obiecujące.
Jeśli ktoś myśli, że za kierownicą Swifta Sport szalałem cały czas - jest w błędziee. Pewnie, chciałem przekonać się co maleństwo potrafi, ale bardzo interesowało  mnie także to, jak radzi sobie w warunkach codziennej eksploatacji. Podczas spokojnie pokonywanej trasy i w korkach.

I mogę powiedzieć, że nie jest źle. Średnie spalanie waha się w przedziale od 6-8,5 litra, oczywiście, przy założeniu że nie kładziemy cegły na pedale gazu, tylko jeździmy z głową na karku. Przy 80-110 km/h samochód jest dość cichy, gwarantuje pełny komfort podróży. Na ilość miejsca z przodu nie można absolutnie narzekać. Z tyłu jest ciaśniej, a bagażnik - taki sobie. Plus za praktyczną, podwójną podłogę - cenniejsze rzeczy możemy schować tak, aby nie kusić amatorów cudzej własności.

Pora na podsumowanie.

Po zakończeniu jazd miałem okazję rozmawiać z kilkoma użytkownikami modelu. Ci, którzy są zwolennikami czystej, technicznej jazdy, bardzo cenią sobie ten samochód, ponieważ za rozsądną cenę oferuje naprawdę wiele. Osoby nastawione wyłącznie na spektakularne osiągi żałują, że auto nie jest jeszcze szybsze, ponieważ gdyby było, można by nim było skutecznie rywalizować z mocniejszymi i znacznie droższymi wersjami Mini (w sumie tego typu stwierdzenia są jednak trochę na wyrost, bo podwoziowo Mini prezentuje jednak znacznie  wyższy poziom).

A moje zdanie? Hmm. Kolejny, dobry Swift. W II generacji modelu, najlepsze silniki wyrywały się wręcz z wątłego nadwozia. Tu, solidna karoseria i wyważone zawieszenie sprawia, że nie odczuwamy aż tak pełnego potencjału tego bardzo dobrego silnika. Ale gdyby tak pod maską wsadzić dwulitrówkę - kto wie. Być może Joanna Brodzik nie wiedziałaby jak ją wykorzystać. Ale Michał Kościuszko bez wątpienia tak.
 


Tekst: Jacek Ambrozik
Zdjęcia: Autor, producent

Suzuki Swift Sport - wybrane dane techniczne:

Pojemność silnika: 1586 ccm
Moc maksymalna: 125 KM
Obroty mocy maksymalnej: 6800
Maksymalny moment obrotowy: 148 Nm
0-100 km/h: 8,9 s
Prędkość maksymalna: 200 km/h
Katalogowe zużycie paliwa: 5-9/100 km
Orientacyjna cena: od 58 900 zł


   




Opinie

PROBLEM
WARSZTAT
TECHNIKA
GALERIE
REKLAMA:
Wydawca: