Znajomi, którzy trudnią się sprowadzaniem używanych samochodów do Polski nigdy nie gardzą młodymi Seatami. Wręcz przeciwnie. Sprawdzona technika Volkswagena w nieco tańszym opakowaniu, na rynku wtórnym zawsze jest atrakcyjnym kąskiem i można na niej nieźle zarobić. Oczywiście pod jednym warunkiem. Musi "być w dieslu".
Na rynku pierwotnym hiszpański producent nie cieszy się już takim wzięciem. Być może dlatego, że potencjalni nabywcy wolą dorzucić parę groszy i wyjechać z salonu Volkswagenem. Jeszcze 10 lat temu mogłem to zrozumieć - Seaty były skromne, i choć poprawne stylistycznie, to jednak nudne. Kiedy pojawiła się II generacja Leona narysowana przez samego Valtera da Silvę, powinno było coś drgnąć w interesie. Zupełne przeciwieństwo konserwatywnego, grzecznego Golfa. Teoretycznie idealna propozycja dla ludzi młodych duchem a jednocześnie doświadczonych na tyle, by wiedzieć, że warto stawiać na sprawdzone rozwiązania techniczne. I co? Efekt był taki sobie. Seat jako marka wyszedł z kryzysu, ale sam Leon pod względem wyników sprzedaży wciąż nie mógł jak równy z równym mierzyć się z Golfem, Astrą czy Focusem.
Teraz jesteśmy świadkami kolejnej próby. W ubiegłym roku zadebiutowała nowa Ibiza. Moim zdaniem bardzo atrakcyjny produkt. Ciekawy stylistycznie, bardzo dojrzały a jednocześnie innowacyjny pod względem technicznym. I co? Nie jest źle, ale biorąc pod uwagę nakład pracy włożony w opracowanie modelu i jego walory techniczne, mogło by być chyba lepiej.
Osobiście uważam, że hiszpańsko - niemiecka konstrukcja przy bliższym poznaniu broni się sama. Zresztą zobaczcie sami i oceńcie we własnym zakresie.
