W czasach Kadetta, Opel walczył z Volkswagenem jak równy z równym. Premiera Astry I przebiegała nawet pod znakiem nieznacznej technicznej dominacji Opla. Opel wcześniej uporał się z technologią lakierów wodorozcieńczalnych i na wstępie dysponował ciekawszą paletą silników.
Z czasem na prowadzenie wysunął się Volkswagen. Co ciekawe - Opel zaczął przegrywać akurat tam, gdzie wcześniej zdecydowanie prowadził. Po pierwsze, innowacyjne techniki lakiernicze nie rozwiązały starych, znanych jeszcze z Kadetta problemów z korozją, po drugie - Opel nie znalazł, lub nie chciał szukać skutecznej odpowiedzi na Volkswagenowskiego 1.9 TDi (lubiany przez użytkowników Opla wysokoprężny silnik 1.7 Isuzu miał jeszcze tradycyjny, pośredni wtrysk, był zatem zdecydowanie starszą i wolniejszą konstrukcją), po trzecie - zarząd zaświecił czerwone światełko dla rozwoju Astry GSi, która z roku na rok stawała się coraz słabsza, by w końcu zniknąć z oferty.
Oczywiście - nie można popadać w przesadę. Astra pozostała największym rywalem Golfa. Jej atutem były niskie koszty serwisowe, trwałe zawieszenie, przestronne wnętrze, atrakcyjne ceny i niezłe wyposażenie. Z generacji na generację samochód stawał się coraz lepszy. W Astrze II wyeliminowano większość problemów z korozją, w Astrze III pojawiła się wreszcie szeroka gama silników, z udanymi fiatowskimi JTD na czele.
Samochód intryguje pod każdym względem. Po pierwsze - wydaje się bardzo atrakcyjny stylistycznie - dawno Opel nie wyprodukował tak ładnego nadwozia (za linię odpowiada Uwe Mueller). Po drugie - wnętrze nawiązuje wprost do większej Insigni, co daje nabywcy poczucie obcowania ze znacznie droższym samochodem niż w rzeczywistości. Po trzecie - Astra IV jest dla Opla swoistym rzutem na taśmę, czymś w rodzaju "być albo nie być", bo GM przechodzi właśnie największy kryzys w swojej historii.
