W zależności od wersji można w nim wozić cement, ludzi, ciągnąć przyczepy lub mieszkać.
W Polsce, G20 to niestety tylko drogie hobby. Auto jest oczywiście bardzo użyteczne i dosyć trwałe, tyle że jego utrzymanie dużo kosztuje. Przede wszystkim lubi wypić. Dużo. Naprawdę dużo. Być może z tego względu „dzieci – kwiaty” wolały w swoim czasie jeździć Volkswagenami „ogórkami”, które w porównaniu z G20 jeździły na kropelce.
Opisywane auto zostało wyprodukowane w roku 1987 i ma pod maską silnik 5,7 litra. W warunkach amerykańskich to optymalna konfiguracja. Niezależnie od obciążenia, jedynym ograniczeniem dynamiki jazdy są jedynie przepisy drogowe i humor lokalnego szeryfa, a nie zadyszka jakiegoś badziewia pod maską.
Właściciel żółtego furgonu nie martwi się kosztami wachy. Jego G20 ma instalację LPG, a on sam w okresie robienia zdjęć pracował na stacji tankowania gazu i do „źródełka” miał zawsze blisko. Kiedy miał dobry humor, lubi opowiadać o swoim cacku. Oto kilka najciekawszych historii.
